Archiwum kategorii: Rajdy

Sprawozdanie z rajdu motocyklowego im. Lecha Kaczyńskiego do Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu

Nareszcie możemy się z Państwem podzielić obszerną fotorelacją z wyjazdu do Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu. Szczególne podziękowanie w tym miejscu chcemy przekazać uczestniczce rajdu – Pani Iwonie Michałek, która włożyła wiele starań by wyjazd udokumentować i opisać. Dzięki czemu możemy cieszyć oczy pięknymi widokami 🙂

Przed rajdem…

Podczas naszych przygotowań do rajdu  napotkaliśmy przeszkodę- w Ambasadzie Azerbejdżanu powiedziano nam, że będziemy musieli wpłacić wysoką kaucję za każdy motocykl przy przekraczaniu granicy Azerbejdżanu. Ta kwestia finansowa mogły zatem negatywnie wpłynąć na nasz plan rajdu, ponieważ nie byliśmy przygotowani na wpłatę kaucji. Rozpoczęliśmy starania na ok. dwa miesiące przed rajdem o zwolnienie nas z kaucji. Wysłaliśmy pisma do Ambasadora Republiki Azerbejdżanu w Polsce, Ambasadora RP w Azerbejdżanie oraz do Ministra Spraw Zagranicznych z prośbą o pomoc w tej sprawie. Wykonaliśmy również wiele telefonów. Mijały kolejne dni nerwowych oczekiwań, czy sprawę uda się załatwić… I udało się!

Dzień 1

Motocykle pojechały tydzień wcześniej do Tbilisi tirem. Pierwszego  dnia w Tbilisi to załatwianie spraw związanych z pobraniem motocykli w strefie celnej. CAŁY dzień!  Na koniec po nieprzespanej nocy w samolocie i po całym dniu czekania i załatwiania spraw celnych i ubezpieczeniowych trafiliśmy do pani Rity cudownej gospodyni.

Chaczapuri to  placek upieczony przez Panią Ritę dla nas na śniadanie – to  ser, masło, jaja , pszenna mąka i woda. Je się na gorąco i cudownie smakuje.

Pani Rita to Gruzinka z Abchazji, musiała uciekać w 2009 roku, jej rodzina została zabita przez Rosjan.

Dzień 2

Z rana pojechaliśmy do klasztoru Monastyr Dżwari. Klasztor znajduje się na skarpie z cudnym widokiem na rzekę Kurę. Według tradycyjnych źródeł Święta Nino (apostołka i patronka Gruzji), która nawróciła Gruzję na chrześcijaństwo, zatrzymała się na modlitwę na najwyższym wzniesieniu Mcchety i postawiła na nim krzyż. Przejechaliśmy Drogą Wojenną łącznie 208 km, która jest głównym szlakiem komunikacyjnym wzdłuż Kaukazu. Nazywana również „jedną z najpiękniejszych górskich dróg na świecie”. Byliśmy na Przełęczy Krzyżowej na 2379 m n.p.m.. My również napotkaliśmy barierę na Drodze Wojennej…
A były nią stada owiec i krów. Było też 25 km jazdy drogą ….bez drogi!!!

Dzień 3

Rano mocno  padało i było zimno.

Wyjechaliśmy więc później około 10.00 i pojechaliśmy do Cminda Sameba – prawosławnego klasztoru położonego niedaleko wioski Gergeti w północnej Gruzji, w pobliżu miasteczka Stepancminda (dawniej Kazbegi). Kościół jest położony na wzgórzu, na wysokości 2170 m n.p.m., na lewym brzegu rzeki Terek, nad klasztorem góruje szczyt Kazbek.

Poza religijnym przeznaczeniem średniowieczny kościół służył jako kryjówka. Ukrywano w nim narodowy  skarb Gruzji. W czasie zagrożenia przywożono tu na przechowanie m.in. cenne relikwie z Mcchety. Potem przejechaliśmy częściowo Drogą Wojenną do Miasta Zakochanych niedaleko granicy z Azerbejdżanem. Zjechaliśmy z Drogi Wojennej i ostatnie 150 km jechaliśmy bocznymi drogami, około 50 km typową polną drogą z nawiezionym świeżo tłuczniem. Oj było trudno, bardzo.  Potem skończyła się droga, ponieważ remontowany jest  most, po którym było trzeba jednak przejechać.

Dzień 4

Rozpoczęliśmy w Sighnaghi (Mieście Zakochanych). Sighnaghi to wyjątkowe miasto, jak na Gruzję, bo czyste i zadbane. Jest malutkie- ma 1500 mieszkańców, ale pięknie położone. Kiedyś było twierdzą. Co ciekawe gospodarka Sighnaghi opiera się produkcji wina  i tradycyjnych dywanów. Te małe miasteczko ma równieżswoje zabytki: Sighnaghijską Twierdzę, dwie cerkwie – Świętego Jerzego oraz Świętego Szczepana.

Natomiast 2 km od Sighnaghi znajduje się Monastyr Bodbe z relikwiami Świętej Nino, miejsce pielgrzymek Gruzinów.

Następnie z Miasta Zakochanych pojechaliśmy do granicy gruzińsko- azerbejdżańskiej.  Przeszliśmy odprawę najpierw na granicy gruzińskiej, na której czekaliśmy trochę czasu. Paszporty, dowody rejestracyjne i prawa jazdy były skanowane.

Potem przejechaliśmy do granicy azerbejdżańskiej i tam było tak samo, ale jeszcze chcieli od nas wizy i każdego sfotografowano.  Policji wszędzie dużo, samochodów prywatnych bardzo mało.

Nas do miejsca noclegu 150 km eskortowała policja z przodu i z tyłu. Musimy tutaj jechać kolumną, bo tutejsza policja nas pilnuje. Policja ma bardzo dobre samochody!

Na granicy Azerowie zaglądali nam do kufrów i pytali o różne rzeczy, narkotyki, alkohol i….drona!

Dzień 5

Rano wyjechaliśmy z Saki kierując się do Baku- stolicy i największego miasta Azerbejdżanu.

Policja oczywiście przyjechała, aby nas eskortować.  Jechaliśmy raczej dobrymi drogami. Na drogach mało samochdów, te które jadą to dobre samochody- chyba wysokich urzędników państwowych albo bardzo stare lady lub żiguli rosyjskie. Benzyna to 1,50 manat za litr, a 1 manat to nie całe nasze 2 zł. Benzyna dla nas tania.

Policjant z samochodu eskortującego jest bardzo pomocny i pyta czy chcemy pojechać do Baku nową otwartą dwa miesiące temu drogą przez góry. Oczywiście skorzystaliśmy z tej propozycji. I rzeczywiście droga wiodła przez piękne miejsca Kaukazu.  Jechaliśmy półkami skalnymi, bardzo krętymi trasami. Cudne widoki! Trasa rzeczywiście niedawno została oddana.

Zajechaliśmy do Baku i to była noc w dobrym hotelu.

Dzień 6

Cały dzień w Baku. Rano byliśmy w Ambasadzie Polskiej. Pan Ambasador opowiadał o sytuacji geopolitycznej Azerbejdżanu i o trudnościach w nawiązywaniu kontaktów gospodarczych z powodu niechęci Azerów.

Niestety nie ma tutaj klasy średniej, są bardzo bogaci, którzy są potomkami komunistycznej elity i bardzo biedni, pracujący za grosze. Pensje nie są stałe i są bardzo małe. Zarabia się ok. 200- 300 manatów (jeden mandat to ok 2 zł). Dla porównania za obiad zapłaciłam 20 manatów!

Złożyliśmy kwiaty w Alei Szachidów, czyli miejscu gdzie pochowane są ofiary walki o niepodległość.

Popołudnie to zwiedzanie Baku, które jest 3 mln miastem z polskimi śladami- na głównej ulicy miasta jest klika okazałych budynków projektowanych przez Polaków.

Bardzo nowoczesne budownictwo miesza się ze stylem bizantyjsko-komunistycznym. Są to wielkie hotele i biurowce (najczęściej własności kilku rodzin). Stare miasto Baku jest bardzo ładne- wąskie uliczki, piękne kamienice. Do starego miasta prowadzi brama i tylko nieliczni mogą tam wjechać (my wjechaliśmy pod Ambasadę, która jest na starym mieście tylko dlatego, że policja nas eskortowała. Ruch jest duży, jeżdżą jak chcą – jak południowcy.

Ale mieliśmy szczęście! Spotkaliśmy Igora, który urodził się w Baku, ale świetnie mówi po polsku i to on nas oprowadził po Baku.

Są szkoły w Azerbejdżanie, w których językiem głównym jest azerski i są szkoły gdzie dzieci uczą się w języku rosyjskim (tak samo ze studiami). 👩‍🏫 Igor mówił, że ci rodzice, którym zależy, aby dzieci miały szansę w przyszłości zapisują dzieci do szkół rosyjskich, bo wtedy będą mogły wyjechać do Rosji i tam mieć pracę, bo tutaj niestety pracy brak. Emerytura na przykład byłej nauczycielki lub pielęgniarki to 200 manatów. (czyli około 400 zł). Dzieci do szkół chodzą ubrane w białe bluzki i czarne spódniczki lub spodnie (w małych miejscowościach też).

Dzień 7

Wyjechaliśmy ok. 10.00 z Baku oczywiście pod eskortą policji do Gandży- przeszło 400 km. Rano słonecznie i tak całą drogę. Zapytaliśmy policjantów czy jest coś ciekawego do zobaczenia w pobliżu drogi do Gandży (całe 400 km to droga szybkiego ruchu i to bardzo nudna, bo po obu stronach tylko piasek i niewielkie krzaczki). Oni nas poprowadzili do odkrytych 1950 roku grot skalnych z rytymi w skałach przez człowieka zwierzętami i ludźmi.

Osadę nazwano Qobustan. Należy ona do Parku Narodowego. Teren kulturowy parku został w 2007 roku wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Skały z tymi rytymi zwierzętami górują nad doliną. Jest z stamtąd piękny widok na Morze Kaspijskie z oddalonym platformami wiertniczymi.

Zrobiliśmy sobie później przystanek na obiad. Zamówiliśmy barszcz (tak kelner nazywał to danie). Okazało się, że przyniósł zupę z dużą ilością mięsa wołowego z kapustą, burakami, fasolą i cebulą – pycha!!!  Do tego kwaśna śmietana, ser kozi, owczy, pomidorowy sos.  Wszystko z wieloma ziołami. Trzeba przyznać, że nigdzie nie jadłam tak pysznie zrobionej wołowiny i jagnięciny, jak tutaj w Azerbejdżanie. Wieprzowiny nie jedzą. Gandży przywitała nas deszczem. Oryginalna nazwa miasta pochodzi najprawdopodobniej od perskiego słowa gandż, czyli „skarb”, „skarbiec”.  Według jednej z legend miasto zostało założone w miejscu odkrycia wielkiego skarbu, którego lokalizacja przyśniła się Muhammadowi ibn Khalidowi – arabskiemu władcy. Co ciekawe znajdują się tutaj 4 szkoły wyższe (uniwersytet, akademia rolnicza, pedagogiczna i techniczna). A na koniec dnia pyszne Sac ici dana.

Dzień 8

Wyjechaliśmy z Baku rano w słońcu, jak zwykle z obstawą Policji. Po dwóch godzinach byliśmy na granicy azerbejdzańsko – gruzińskiej. Wszystkich nas Azerowie ponownie  sfotografowali, ale byli mili i dość szybko obie granice przebyliśmy.

Potem udaliśmy się do Tbilisi (w mieście bardzo źle się jeździ, ponieważ „jeżdżą jak chcą”.  Byliśmy umówieni z przedstawicielami Polonii. Szefuje Polonii w Gruzji bardzo zacna osoba Pani profesor Maria Filina. W siedzibie Polonii zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie.

Dzisiaj w Tbilisi trudno było nam się poruszać, bo trwają próby przed świętem i mieliśmy szczęście zobaczyć te przygotowania. Wrażenie niesamowite. Gruzja została krajem niepodległym 101 lat temu dokladnie 26 maja. Niestety tylko na 3 lata. W 1921 roku Gruzja została zaatakowana przez Armię Czerwoną, spiesząca na pomoc gruzińskim bolszewikom, chcącym zbudować w Gruzji komunizm. Wojsko radzieckie (11 Armia) szybko opanowało cały kraj – na przełomie lutego/marca zajęło większość terenu Gruzji, w tym główne miasta, a potem rząd gruziński opuścił kraj i udał się na wygnanie do Turcji. Co ciekawe…
Charakterystyczni dla tego miasta są uliczni sprzedawcy warzyw i owoców. Ich stoiska są nietypowe. Duży blat przymocowanym
do wózka na kółkach. Sprzedawczyni ma duży wybór warzyw i owoców (ma też krzesło dla siebie). Zatrzymuje się co jakiś czas w ruchliwych miejscach miasta (na chodniku) i sprzedaje to co ma na wózku. Przez cały wieczór przez Tbilisi burze z deszczem. Na kolację jadłam chinkalii – pyszne danie gruzińskie, rodzaj pierogów z mięsem.

Dzień 9

Rano pojechaliśmy do Ambasady Polskiej w Tbilisi, aby zagłosować. Konsul powiedział, że spodziewają się ok. 400 osób głosujących. Wszyscy mieliśmy zaświadczenia i zagłosowaliśmy a potem spędziliśmy piękny i słoneczny dzień w Tbilisi. Wjechaliśmy kolejką linową na najwyższy punkt Tbilisi i warto było, bo widoki cudne na stare i nowoczesne Tbilisi.

Przy wyjeździe z Tbilisi pojechaliśmy pod pomnik Lecha Kaczyńskiego. Tam zamieściliśmy biało- czerwoną szarfę, na której zaznaczyliśmy naszą obecność.

Dojechaliśmy do Hachpat w Armenii na wysokości 1200m n.p.m. koło klasztoru ormiańskiego z VI wieku. Niesamowite wrażenie, ale drogi fatalne. Śpimy w ośrodku Eden (warunki raczej spartańskie). Gospodyni przygotowuje jedzenie z własnych warzyw. Jak dojechaliśmy na miejsce zaczął padać grad. Hachpat jest znane z X-wiecznego kompleksu klasztornego Hachpat zbudowanego za panowania króla Aszota III. Jest on wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Dzień 10

To było niesamowite, że na skrzyżowaniu górskich dróg spotkaliśmy Polaków. Młody człowiek, który mieszka na stałe w Szwajcarii jedzie  sam przez pół roku przez Armenie, Gruzję, Azerbejdżan i Iran- planuje zrobić ok. 35 tys. km oraz polsko- niemiecką parę, która na rowerach  przemierza Europę. Wspaniałe spotkanie, które trwało około godziny. Okazuje się, że Polacy to wyjątkowi ludzie, odważni i ciekawi świata.

Potem przejechaliśmy dość trudnymi drogami do Monastyru. Ważne jest to, że te świątynie zakładali i prowadzili chrześcijanie około X wieku czyli wtedy, gdy Polska przyjęła chrzest. Na tych terenach chrześcijaństwo było w rozkwicie. Te świątynie, wszystkie wpisane na listę UNESCO, świadczą o głębokiej wierze tych ludów. Szkoda, że tak trudno do nich dojechać, bo drogi naprawdę bardzo złe – szutr, dziury i trudne, ostre zakręty.

Tatev
Klasztor powstał w IX wieku na stromym i skalistym zboczu. Właśnie to położenie oraz mury okalające monastyr, nadają mu charakter obronny. Swoje lata świetności przeżywał głównie w średniowieczu. Niestety, trzęsienie ziemi w 1931 roku zniszczyło niektóre części kompleksu.

Najważniejszą budowlą klasztoru jest kościół św. Piotra i Pawła, umiejscowiony zresztą z centralnym jego punkcie. Wnętrze świątyni jest dość surowe i ciemne. Ściany wcześniej były pokryte freskami, jednak nie przetrwały one do naszych czasów.

Później pojechaliśmy w kierunku jeziora Sevan, położonego 1900 m.n.p.m. Przejeżdżaliśmy przez bardzo biedne wsie i miasteczka.

Armenia jest bardzo biedna, ale bardzo bogata w krajobrazy. Tutaj Kaukaz jest najpiękniejszy- kaniony, rzeki, góry w śniegu i w słońcu. Po południu dotarliśmy do miejsca noclegu nad samym jeziorem Sevan. Miejsce piękne, dobre jedzenie i mili ludzie. Mieszkam nad samym jeziorem (niestety temperatura wody to 6 stopni co nawet największych wielbicieli wody zniechęciło do pływania).

Dzień 11

Wyjechaliśmy rano w słońcu i pojechaliśmy do następnego kościoła ormiańskiego z IX wieku. Charakterystyczne jest to, że te wszystkie kościoły są nadal czynne, bo odbywają się w nich nabożeństwa i cały czas palą się świece.

Przez jakiś czas jechaliśmy wzdłuż  jeziora Sevan, które jest piękne o szmaragdowym kolorze. Jest to największe jezioro w Republice Armenii, a także największe jezioro Kaukazu i jedno z najwyżej położonych jezior świata. Należy do tzw. trzech mórz Armenii.

Potem pojechaliśmy zobaczyć najstarszy i największy cmentarz (z IX wieku). Jest tutaj ponad 800 chaczkarów, czyli płyt nagrobnych upamiętniających szczególne wydarzenia lub osoby.

Potem pojechaliśmy w góry. Droga była dość dobra, piękne widoki i wiele tzw. „agrawek”.

Byliśmy na 2440m n.p.m, a nasze miejsce noclegu to Goris na wysokości 1600 m n.p.m..

Tutaj dzieci mają cudne wielkie oczy.

Dzień 12

Stolica Armenii Erywań- to tutaj  trafiliśmy. Zatrzymywaliśmy się po drodze w miasteczkach i wsiach. Armenia to mały (3 mln mieszkanców) piękny kraj niewykorzystanych możliwości i biednych ludzi. Nie widziałam do tej pory żadnych nowych budynków, wszystko stare, rozsypujace się, drogi tragiczne, dziury na głównych drogach, a bocznych praktycznie nie ma bo pozostały kamienie i piasek. Samochody pamiętające minioną epokę. Ludzie sympatyczni ale bardzo ubodzy.

Waluta Armenii to Dram.

Po drodze mijaliśmy wiele stad krów  i owiec.  Trzeba przyznać, że o zwierzęta tutaj dbają, bo są dobrze odżywione i chodzą sobie swobodnie po drogach. Dzisiaj zupełnie przypadkiem trafiliśmy do restauracji na przedmieściach, w której jak przypuszczam po samochodach, rodzaju gości i sposobie odnoszenia się personelu, zjeżdża się bardzo wąska część społeczeństwa, koledzy powiedzieli, że mafia. Kobiet wśród gości nie było (oprócz mnie). Zjedliśmy tam obiad – był smaczny.

Dzień 13

Od rana pojechaliśmy na spotkanie z Ambasadorem Polski Panem Pawłem Cieplakiem.  Przyszła też na spotkanie Pani Liana, która ukończyła szkołę średnią w Gdańsku i świetnie mówi po polsku (od 2017r. funkcję prezesa „Polonii” pełni pani Liana Harutyunyan). Pan Ambasador opowiadał o trudnym życiu w Armenii i niestety ogromnej korupcji.

Liana zaprowadziła nas do najstarszej wytwórni win i koniaków. Właścicielem jest jeden z najbogatszych ludzi w Armenii.

Odwiedziliśmy też bardzo ważne miejsce dla Chrześcijan (tutejsza Częstochowa) – Katedrę w Eczmiadzynie wybudowaną na fundamentach pogańskiej bazyliki przez Grzegorza Oświeciciela w latach 301-303, zaraz po tym jak król Tiridates III jako pierwszy władca w historii przyjął chrześcijaństwo. Jest to najstarsza katedra na świecie. ⛪ Najcenniejszym skarbem przechowywanym w świątyni jest grot Włóczni Przeznaczenia, którą
przebito ciało Jezusa Chrystusa przed jego zdjęciem z krzyża.

Niestety do środka nie mogliśmy wejść ze względu na trwający remont. W około tej świątyni rosną piękne róże.

Byliśmy też w Mauzoleum Zagłady (Muzeum Genocydu) na Cicernakaberd poświęconym pamięci ofiar ludobójstwa Ormian w 1915 roku w czasie I wojny światowej. W środku płonie wieczny ogień. Złożyliśmy również kwiaty.

Pod koniec całego dnia w Erywaniu pojechaliśmy do Geghard, czyli najstarszego miejsca, w którym pierwsi Chrześcijanie w Armenii pracowali. Pierwsze kaplice i grobowce były wyryte w skałach. Potem wybudowano kościół przez który przepływa strumyk. Najstarsza część kompleksu to wykuta w skale, niedokończona kaplica Grzegorza Oświeciciela.

Dzień 14

Rano pojechaliśmy do Zvartnots Cathedral, czyli miejsca gdzie Armenia przyjęła chrześcijaństwo. Został zbudowany w czasach, gdy większość Armenii została niedawno opanowana przez muzułmańskich Arabów. Budowa katedry rozpoczęła się w 643 r.. Po arabskiej okupacji i nasilających się wojnach między bizantyńskimi i arabskimi armiami na wschodnich granicach, Nerses przeniósł patriarchalny pałac katolicki z Dvina do Zvartnotsa.

Jest stamtąd niesamowity widok na najważniejszą dla Ormian górę, czyli Ararat (wg. legendy na niej osiadła Arka Noego).

Potem pojechaliśmy w góry, gdzie na 2500 m n.p.m zwiedziliśmy ruiny zamku i kościół ormiański.

Następnie jechaliśmy wyżej i było coraz zimniej, trudniej i śnieżnie. Dojechaliśmy do Kamiennego Jeziora 3190 m n.p.m. (Kari Licz) . Jezioro zamarznięte, a w około dużo śniegu. Powietrze też rzadsze. Niesamowite widoki i piękne wrażenia.

Potem jechaliśmy tuż przy granicy z Turcją do Giumri, miasta okaleczonego przez trzęsienie ziemi w latach 90-tych. Po drodze widzieliśmy koczowników i ich jurty oraz stada, które pielęgnują.

Również bardzo często można na drogach wsi spotkać klatki z kurami (chyba na sprzedaż, ale nie widziałam kupujących). Trzeba przyznać, że bociany lubią Ormian, bo są wsie w których na każdym słupie jest gniazdo bocianie z lokatorami.

Dzień 15

Rano pojechaliśmy do granicy armeńsko-gruzińskiej. Odprawa poszła dobrze. Pytano nas tylko ile przewozimy alkoholu i papierosów, ale potem czekała nas bardzo trudna droga, bo przez 35 km jechaliśmy praktycznie po rozjeżdżonym przez tiry polu. Ogromne dziury, piach i kamienie. Przed wjazdem na „drogę” trzeba było wzmocnić niektóre kufry (najbardziej u kolegi Wiesia).

Przed granicą, jeszcze w Armenii, odwiedziliśmy dom polski i dom dziecka prowadzony przez siostry. Widzieliśmy też pokój, w którym nocował Papież Franciszek podczas swojego pobytu w Armenii. Jest jego wpis w książce domu dziecka.

Jadąc do miasta Kutaisi w Gruzji byliśmy w skalnym mieście. Wardzia jest największą atrakcją turystyczną regionu Mescheti. Do dziś zachowało się ponad 250 komnat oraz fragmenty sieci tuneli, korytarzy, schodów i systemu wodno-kanalizacyjnego.
Wardzia powstała w zachodniej ścianie głębokiego kanionu rzeki Mtkwari. Współczesna panorama przysporzyła jej określenia „plaster miodu”. Z daleka rzucają się w oczy setki kanciastych otworów, wyrytych w jasnej skale. Przed trzęsieniem ziemi w XIII w. cały zespół miejski był szczelnie ukryty wewnątrz masywu Wyżyny Eruszeckiej.

Po odzyskaniu niepodległości przez Gruzję, w Wardzii pojawiło się kilkunastu mnichów. Zajmują oni niewielką część ocalałego kompleksu. Cała reszta to otwarte dla turystów muzeum, które można zwiedzać za niewielką opłatą. W samej Wardzi brakuje dziś infrastruktury turystycznej, choć poza miastem skalnym jest jeszcze wiele do zobaczenia. Kilkaset metrów od wejścia do muzeum znajdują się gorące źródła. Z kolei w okolicznych zakamarkach kanionu rzeki Mtkwari znajduje się wiele grot, pieczar oraz kościółków wyżłobionych głęboko w skale.
Podróż do Kutaisi odbyła się przez cudny Kaukaz, jak zwykle z licznymi swobodnie spacerującymi stadami krów.

Dzień 16

Rano rozpoczęliśmy dzień z bardzo dobrym humorem. Po dobrym śniadaniu koledzy naprawiali motocykl Wiesia.

Potem pojechaliśmy do wąwozu, w którym pływaliśmy łódką.  Temperatura powietrza  37°C, a w wąwozie było cudownie chłodno. Następnie pojechaliśmy do wodospadu, w którym panowie zaliczyli kąpiel. Trudno było tam dojechać, ale udało się. Dojechaliśmy krętymi drogami do Mestii na wysokości 1500 m n.p.m. miasteczko jest bardzo ciekawe.

Dzień 17

Rano jedliśmy pyszne śniadanie w Mesti centralnym mieście Swaneti.

Tutejszy lud to Swanowie- mają swój język, swoje zwyczaje. Charakterystyczne są tutaj liczne wieże. Nazywane są one koszkami i są symbolem etnicznej odrębności Swanów. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak wieże obronne. I poniekąd jest to prawda tylko, że ich głównym celem nie była obrona przed najeźdźcami, a przed… sąsiadami, którzy chcieliby dopuścić się rodowej zemsty. Niższe poziomy wieży były zwykłym magazynem, a wyższe broniły przed sąsiadami. Są to najwyższe góry w Gruzji. Obecnie jest to ośrodek narciarski.

Po śniadaniu wyjechaliśmy bardzo krętymi drogami do Batumi.

Po drodze często zatrzymywaliśmy się, bo widoki naprawdę cudne.

W Gruzji na Kaukazie jest spoto tuneli. Są dość krótkie, ale bardzo źle się przez nie przejeżdża, bo są ciemne i wjeżdża się w mrok. Widzieliśmy sytuację, gdy w tunelu szły dwie krowy, które były zupełnie niewidoczne co sprawiało duży problem. Zajechaliśmy do Batumi, miasta nad Morzem Czarnym (była kiedyś popularna piosenka śpiewana przez Filipinki ” Batumi ech Batumi”). 🎶 Spotkaliśmy Panią Jolantę Hajdasz z mężem Bogusławem, która jest autorką trzech dokumentalnych filmów o arcybiskupie Antonim Baraniaku zwanym Żołnierzem Niezłomnym Kościoła. Wspaniałe spotkanie.

Dzień 18

Ranek w Batumi był słoneczny. Z Batumi pojechaliśmy do Kutaisi, ale po drodze zajechaliśmy do Jaskini Prometeusza. Jaskinia ogromna, robi duże wrażenie ilością
stalaktytów, stalagmitów, stalagnatów, pereł jaskiniowych, nacieków krasowych i kamiennych wodospadów.

Jaskinie odkryto 1984 roku. Naukowcy szukali jaskiń, które w przypadku wojny nuklearnej mogłyby służyć jako schrony.

Skąd wzięła się obecna nazwa? Micheil Saakaszwili uznał, że to właśnie tutaj mityczny tytan został przykuty na rozkaz Zeusa.

Z 17 odkrytych do tej pory sal, dla turystów udostępniono 6. Wszystkie są w bajkowy sposób oświetlone, a w niektórych słychać specjalnie dobrane kompozycje muzyczne.

Co ciekawe jedna z sal nosi nazwę Sali Miłości, gdzie wiele par powiedziało sobie sakramentalne TAK. Pod koniec dnia pojechaliśmy na rynek w Kutaisi.

Dzień 19

Wyjechaliśmy z Kutaisi po dobrym śniadaniu i pojechaliśmy do skalnego miasta w Uplisciche.

Zbudowane na lewym, skalistym i wysokim brzegu rzeki Kury. Powstanie budynków datuje się od V wieku p.n.e do późnego średniowiecza, są one mieszanką unikatowych stylów kulturowych Anatolii i Iranu, a także architektury pogańskiej i chrześcijańskiej.

Kiedyś funkcjonowało jako ważny ośrodek polityczny i religijny kraju. Podczas muzułmańskiego najazdu na Tbilisi w 8. i 9. stuleciu Uplisciche służyło jako główna forteca. Mongolskie najazdy w XIV wieku ostatecznie zdetronizowały miasto, które praktycznie zostało opuszczone.

Gdy wróciliśmy ze skalnego miasta na parking okazało się, że w Tomka motocyklu w tylnym kole nie ma powietrza. Panowie zabrali się za sprawdzanie co się stało.

Pojechaliśmy do pobliskiego Gori gdzie w warsztacie naprawiono oponę. Mieszkańcy z kamienic obserwowali nas bacznie.

Po naprawie pozostało nam 100 km do Tbilisi. Zatrzymaliśmy się jeszcze przy drzewie morwy. Owoce teraz są najsmaczniejsze i najedliśmy się do syta. Zakończyliśmy dzień w bardzo dobrych humorach. Okazało się, że w hostelu gdzie mieszkamy jest ogromny stół bilardowy. Panowie od razu zaczęli grać (jedni pierwszy raz inni już kiedyś probówali).

Dzień 20

Dwudziesty i ostatni dzień rajdu. Od rana po śniadaniu czekaliśmy na sygnał od firmy, która wzięła na siebie ciężar przewozu naszych motocykli do Polski. Długo nie odzywali się, więc pojechaliśmy zobaczyć, jak wygląda nazywany przez Gruzinów „targ stambulski”. Jest ogromny!!! Niesamowita ilość towarów i ludzi.

Ja z Izą przemierzyłyśmy wiele dróżek i uliczek na rynku w poszukiwaniu tradycyjnych szali gruzińskich z kaszmiru. I udało się.

Potem pojechaliśmy na odprawę celną, było dużo papierkowego załatwiania.

Potem czekanie na ciężarówkę i załadunek.

Wrócilismy do Warszawy z przygodami bo przez Kujow i Pragę, ale w znakomitych humorach. Rajd był cudny, wspaniałe widoki, wspaniali ludzie, pomocni przyjaciele. Dziękujemy Ci Rafale!!!!

Sprawozdanie wykonała                                                                                        Iwona Michałek

Rajd motocyklowy im. Lecha Kaczyńskiego: śladami Polaków do Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu

CEL RAJDU
  • Budowanie dobrych relacji pomiędzy Polakami i Gruzinami.
  • Uczczenie pamięci o Lechu Kaczyńskim, który na tym polu ma duże zasługi.
  • Przypomnienie losów Polaków, którzy znaleźli się na Kaukazie na przestrzeni ostatnich kilku wieków.
  • Odwiedzenie Polaków w Gruzji i innych miejscach na trasie rajdu.
  • Poznamy również atrakcje historyczne i przyrodnicze Gruzji, Armenii oraz Azerbejdżanu.
Serdecznie pozdrawiam, Rafał Lusina

Rajd Motocyklowy FATIMA 2017

W sobotę wieczorem szczęśliwie zakończyliśmy Rajd Motocyklowy FATIMA 2017.

Wróciliśmy wszyscy zdrowi, choć fizycznie trochę zmęczeni trzema tygodniami podróżowania. Cieszymy się z realizacji założonego planu odwiedzenia oprócz Fatimy innych Sanktuariów Maryjnych i miejsc związanych z relikwiami po Jezusie Chrystusie, jak Tunika w którą był odziany w dniu ukrzyżowania, Chusta, którą miał na głowie złożony w grobie oraz Całun, którym był okryty.
Dotarliśmy do krańców naszego kontynentu najdalej wysuniętych na zachód (Cabo da Roca) i na południe (Punta de Tarifa). Kąpaliśmy się w odstępie kilku minut w Morzu Śródziemnym i Oceanie Atlantyckim. Zwiedziliśmy przepiękny Gibraltar i miejsce związane z tragiczną śmiercią gen. Władysława Sikorskiego. Zobaczyliśmy przepiękną, największą na świecie, bazylikę gotycką w Sevilli, do której wielu z nas chciało by powrócić na dłużej.Byliśmy pod wrażeniem największego dzieła życia architekta Antonio Gaudiego – bazyliki Sagrada Familia w Barcelonie. Podobnej budowli nie ma nigdzie na świecie. Gra świateł wewnątrz nie ma sobie równych. Jej budowa trwa już od roku 1882 i ma zostać ukończona 100 lat po śmierci autora projektu w 2026 roku. Budowa jest finansowana tylko z biletów zwiedzających. Taka była wola Gaudiego, aby nie finansować budowy ze środków publicznych.
Przejechaliśmy różnymi przepięknymi drogami Pirenejów i Alp z kultową przełęczą Stelvio (2860 mpm.) z niezliczoną ilością „agrawek”  położną w Alpach włoskich.Myślę, że ta wyprawa pozostanie długo w naszych pamięciach dając nam napęd do codziennego działania i modlitwy.

Rajd Mazowiecki

W miniony weekend podczas Rajdu Mazowieckiego odwiedziliśmy postawiony miesiąc temu pomnik patrona naszego stowarzyszenia, Rotmistrza Witolda Pileckiego. To wielki zaszczyt móc oddać cześć tak wyjątkowej postaci w naszej historii.

Rajd im. Łukasza Cieplińskiego 7-9 października

Drogie Koleżanki i Koledzy!

W dniach 7 do 9 października organizujemy zakończenie sezonu motocyklowego 2016.
Chcemy w tym roku przywołać postać jednego z bohaterskich Żołnierzy Wyklętych, pułkownika Łukasza Cieplińskiego. Dlatego rajd nazwany jest jego imieniem.
Pojedziemy do Kwilcza, miejsca urodzenia się tego wielkiego patrioty i niezłomnego żołnierza. Pomodlimy się za Łukasza i za jego kata Jerzego Kędziorę.

https://wzzw.wordpress.com/2013/11/28/lukasz-cieplinski-do-zony-i-syna-zza-krat-slowa-ktore-krusza-mury-w-tych-dniach-mam-byc-zamordowany-przez-komunistow-%E2%98%9A%E2%97%99%E2%97%99%E2%97%99%E2%97%99-polecam/

PLAN MOTOCYKLOWEGO RAJDU im. ŁUKASZA CIEPLIŃSKIEGO :

7.10 (piątek)

8.10 (sobota)

 9.10 (niedziela)

  • godz. 9.30  uroczysta msza św. z okazji zakończenia Zlotu Huta Pieniacka z poświęceniem Sztandaru Stowarzyszenia Huta Pieniacka

Mapka trasy rajdu 

Koszt kolacji, noclegu i śniadania w pałacu Białokosz wynosi 140 zł na osobę.

Proszę o wpłatę tej kwoty do dnia 20 września na konto:
Rafał Lusina

ul. Nowotomyska 82, 62-065 Grodzisk Wlkp.
82 1090 1434 0000 0001 2281 5448

Serdecznie pozdrawiam
Rafał Lusina

Rajd Motocyklowy ŚLADAMI POLSKICH BOHATERÓW DO KAZACHSTANU

15 czerwca do 17 lipca 2016 – Rajd Motocyklowy ŚLADAMI POLSKICH BOHATERÓW DO KAZACHSTANU I KIRGISTANU

Tym rajdem chcemy przypomnieć o 80-tej rocznicy zsyłek Polaków do Kazachstanu. Pojedziemy do miejsc, gdzie byli deportowani w 1936 roku. Dwa lata temu organizowaliśmy zbiórkę pieniędzy na budowę Domu Polskiego w Jasnej Polanie, który również planujemy odwiedzić.

Więcej…

Dnia 17 lipca 2016 zakończyło się nasze największe dotychczasowe przedsięwzięcie – dwa rajdy motocyklowe, które wystartowały 15 czerwca. Jeden ŚLADAMI POLSKICH BOHATERÓW DO MOSKWY (22 uczestników), drugi ŚLADAMI POLSKICH BOHATERÓW DO KAZACHSTANU I KIRGISTANU (15 uczestników). Szczególnie trudny okazał się ten drugi ze względu na długą trasę (ponad 15 tyś. km.) przejechaną w ciągu 33 dni. Jechaliśmy w temperaturach od 5 do 43 stopni. Na niektórych odcinkach drogi prawie nie było, ale był obok step, po którym dało się jechać.

Z wielką radością wjechaliśmy do Kazachstanu, zwłaszcza po niespodziankach, jakie przygotował nam konsulat rosyjski w postaci skrócenia wiz tranzytowych przez Rosję. W związku z tym musieliśmy zmienić trasę i jechaliśmy przez Ukrainę, aby maksymalnie skrócić pobyt w Rosji.

Wiele radości dawało entuzjastyczne podejście Kazachów do grupy motocyklistów. Trąbili, zatrzymywali się aby zrobić z nami zdjęcia, czasami nawet dawali prezenty. 
Później będąc w wioskach, gdzie mieszkają potomkowie polskich zesłańców dowiedzieliśmy się, że właśnie dzięki postawie miejscowych nastawionej na pomoc drugiemu, wielu deportowanych Polaków mogło przeżyć w tych niezwykle srogich warunkach. W zimie często – 40 stopni i śniegi na kilka metrów wysokości.

Niezwykłe emocje przeżyliśmy w górach Kirgistanu. Malownicze widoki bezkresnych gór, drogi na wysokościach ponad 3 000 m. n.p.m. i rwące górskie rzeki na długo pozostaną w pamięci.
Jeden z kolegów, jeździec nie tylko motocyklowy ale i konny, odważył się poprosić miejscowego o użyczenie konia do pojeżdżenia. Okazało się, że koń jest niezwykle żwawy i chętny do galopu, a górzysty teren temu raczej nie sprzyja. Na szczęście jeżdżąc potrafił go opanować.

Dzięki dobrej współpracy całej grupy i Opatrzności Bożej wszyscy szczęśliwie wróciliśmy do domów.

GAZETKA RAJDOWA 2016

 

Rajd Motocyklowy ŚLADAMI POLSKICH BOHATERÓW DO MOSKWY

15 do 25 czerwca 2016 – Rajd Motocyklowy ŚLADAMI POLSKICH BOHATERÓW DO MOSKWY

Litwa – Łotwa – Rosja – Białoruś

    • Miednoje
    • Grób gen. Leopolda Okulickiego w Moskwie
    • Miejsce zwycięskiej bitwy Hetmana Żółkiewskiego w 1610r. – Kłuszyn
    • Lotnisko w Smoleńsku
    • Katyń
    • Kuropaty
    • Miejsce urodzenia Tadeusza Kościuszki – Merecowszczyznę
    • Miejsce urodzenia Romualda Traugutta – Szostaków

Oraz odwiedzenie, gdzie tylko możliwe, naszych żyjących Rodaków, czekających zawsze na polskich motocyklistów.

Relacja filmowa z RAJDU:

ŚLADAMI POLAKÓW NA NORDKAPP

GAZETKA RAJDOWA 2015

18 LIPCA 2015 po 18 dniach szczęśliwie zakończyliśmy drugą część Rajdu im. Rotmistrza Witolda Pileckiego „ŚLADAMI POLAKÓW NA NORDKAPP„. Wzięło w niej udział 18 osób. Przejechaliśmy ponad 8 500 km. Byliśmy w Pskowie, Petersburgu, Ołońcu (miejsce urodzenia Rotmistrza) wyspach Sołowieckich, Murmańsku, na Nordkappie i w Narwiku. Odwiedziliśmy po drodze miejsca związane z tragiczną historią Polaków w czasach carskich oraz bolszewickich. Złożyliśmy tam białoczerwone wiązanki i odśpiewaliśmy „Jeszcze Polska nie zginęła”. Podziękowaliśmy Hymnem i wiązanką naszym żołnierzom, którzy stracili swoje życie w obronie Narwiku na pokładzie ORP Grom w 1940 roku.
Przejechaliśmy w słonecznej pogodzie pięknymi fiordami oraz dojechaliśmy na sam koniec archipelagu Lofoty. Wrażenia pozostaną na długo.
Informacja z Konsulatu Polskiego w Petersburgu

Sprawozdanie z Rajdu Motocyklowego im. Rotmistrza Witolda Pileckiego Białoruś 29 kwiecień – 7 maj 2015 r.

Sprawozdanie z Rajdu Motocyklowego im. Rotmistrza Witolda Pileckiego Białoruś 29 kwiecień – 7 maj 2015 r.

29.04.2015 r.

– Kodeń niedaleko Terespola, zjeżdżamy (34 motocykle, 37 osób) do miejsca noclegu (Dom Pielgrzyma Kodeń). Tuż przed uroczystym rozpoczęciem Rajdu, o godz. 19.45 prezes Stowarzyszenia WSCHÓD-ZACHÓD Rafał Lusina otrzymuje informację telefoniczną z Konsulatu, że strona Białoruska rekomenduje skrócenie pobytu Rajdu na Białorusi do 5 maja (wszyscy mamy wizy ważne od 30 kwietnia do 9 maja), uzasadniając brakiem zapewnienia nam bezpieczeństwa w czasie przygotowań tego państwa do uroczystości 70 rocznicy zakończenia II wojny światowej. Uczestnicy Rajdu, nie chcąc narażać osoby zapraszające na kłopoty, zdecydowali o zastosowaniu się do rekomendacji.

30.04.2015 r.

– wyjazd o 6.30. Na granicy odprawa przebiegła bardzo sprawnie (celnicy i pracownicy straży granicznej mili i pomocni w wypełnianiu wielu papierków niezbędnych do wjazdu na Białoruś). Za granicą czeka na nas radiowóz milicji. Od tej chwili jesteśmy przez cały nas pobyt na Białorusi eskortowani przez milicjantów. W Brześciu odwiedzamy szkołę polską (uczęszcza do niej ok 600 uczniów na zajęcia dwa razy w tygodniu i w weekendy), gdzie organizowane są lekcje z języka polskiego i kultury polskiej. Panie prowadzące szkołę poczęstowały nas herbatą, kawą i ciasteczkiem, oraz opowiedziały o swojej działalności. Później udaliśmy się do Szostakowa, miejsca gdzie stał kiedyś dworek, w którym urodził się Romuald Traugutt. Tam każdy z uczestników ułożył kawałek bruku (wśród zarośli, nad pięknym jeziorem jest tylko krzyż i tablica informująca kto tam kiedyś mieszkał). Następnie przejechaliśmy około 80 km do Mereczowszczyzny, gdzie stoi, nad jeziorem, odbudowany dworek, w którym urodził się Tadeusz Kościuszko. Stamtąd w pięknym słońcu dojechaliśmy do Miru, miejsca naszego noclegu. Miejscowy, energiczny ksiądz, zorganizował nam spanie w domach swoich parafian.

1.05.2015 r.

– rano mijając ruiny zamku Sapiehów pojechaliśmy zobaczyć odbudowany dla potrzeb obecnej białoruskiej władzy zamek Radziwiłłów w Mirze, potem nad jezioro Świteź, a następnie Zaosie (miejsce urodzenia Adama Mickiewicza). Pan Władysław, mieszkaniec okolicznej wsi, zaprowadził nas do zapomnianej, oddalonej o 5 km od Zaosia strażnicy II Rzeczypospolitej, gdzie w lesie są pozostałości pomnika z lat 20-tych XX w (Orzeł odpoczywający pod trzema krzyżami – pierwszy upamiętniający pochód Polaków na Moskwę w 1604 r, drugi kolejną wyprawę z Napoleonem a trzeci wojnę z 1920 roku). Pomnik odsłaniał sam Piłsudski. Kiedyś widniał tam napis: „Pamięci trzech pochodów Polaków i wybawieniu Komendanta”. Z miejscem tym związana jest legenda: tu Piłsudski został ocalony przez Żyda Lickiewicza, gdy uciekał przez bolszewikami. Żyd przebrał go w chałat żony i kazał doić kozę a po odejściu bolszewików odprowadził do oddziału. Niedaleko od pomnika są ruiny bunkrów. Pan Władysław opowiadał o szczątkach żołnierzy polskich broniących granicy podczas napadu bolszewików na Polskę 17 września 1939 r., których nie pozwolono pochować, tylko wrzucono do okolicznych bagien (podobno jeszcze dzisiaj można je znaleźć). Następnie zwiedziliśmy Nowogródek i pojechaliśmy do Sukurcz pod Lidą, gdzie w latach międzywojennych Witold Pilecki mieszkał z rodziną w majątku rodzinnym a jego żona uczyła dzieci w miejscowej szkole. Teraz nie ma tam śladu po dworku: Teraz nie ma tam nic, nawet jednego kamienia, który kiedyś stanowił podstawę naszego dworku. Nie ma również śladu po potężnych wiekowych lipach, które miały za zadanie chronić zabudowania przed wiatrem ze wschodu – napisała Zofia Pilecka-Optułowicz. W miejscowym kościele wisi obraz namalowany przez Witolda Pileckiego. Na cmentarzu złożyliśmy kwiaty na grobach krewnych Rotmistrza. Tego dnia w Lidzie odwiedziliśmy cmentarz, na którym pochowani są Polscy lotnicy z 1920 r. Po południu zajechaliśmy do Bogdanowa, gdzie Pani Helena Dworecka prowadzi rodzinny dom dziecka – opiekuje się 12 dziećmi. Tam zostawiliśmy ubrania, zabawki, środki higieniczne, a czterech motocyklistów zostało na trzy następne dni, aby zbudować rodzinie kurnik (hodowla kilkunastu kur ułatwi zapewnienie dzieciom wyżywienia). Bogdanowo to miejsce urodzenia Ferdynanda Ruszczyca – polskiego artysty malarza. Miejscowy ksiądz proboszcz umożliwił nam spanie w kościele i na plebanii.

2.05.2015 r.

– rano odwiedziliśmy Budsław, gdzie znajduje się największe Sanktuarium Maryjne na Białorusi obecnie prowadzone przez Franciszkanów, miejsce pielgrzymek wiernych. Następnie Rajd pojechał do Daniłowicz (byliśmy tam wcześniej w sierpniu 2010 roku). Zjedliśmy w domu parafialnym dobry obiad przygotowany przez miejscowych Polaków i złożyliśmy kwiaty na miejscu spoczynku żołnierzy polskich z 1920 roku. Ksiądz proboszcz z Daniłowicz dostał karę od władz za pomalowanie wnętrza kościoła. Do Daniłowicz przyjechał na swoim motocyklu ksiądz Krzysztof aby nas zabrać do swojej parafii w Miorach. Podczas podróży z Daniłowicz do Mior, kolega Piotr miał wypadek – w szpitalu okazało się ze ma złamaną rękę. Ponieważ była konieczność przeprowadzenia wielu badań, Piotr został w szpitalu. Również Iza nie pojechała dalej z nami, lecz pozostała z Piotrem. Motocykl Piotra również został mocno uszkodzony. W Miorach nocowaliśmy w domach parafian (było więcej chętnych rodzin do goszczenia nas niż motocyklistów).

3.05.2015 r.

– z Mior pojechaliśmy do Głębokiego, gdzie przy akompaniamencie Mariusza i śpiewie Marty wypiliśmy dobrą kawę w parafii. Potem złożyliśmy kwiaty na grobie zapomnianego bohatera Stefana Pałczyńskiego. Ten dzień został zaplanowany dla nas przez Pana Władysława Krawczuka. Głównym celem tego dnia było odwiedzenie pozostałości po Strażnicy II Rzeczypospolitej w Kamiennym Wozie. Po drodze zatrzymaliśmy się we wsi Iwieś, gdzie podobno jest centrum Europy! Dowódcą strażnicy w Kamiennym Wozie we wrześniu 1939 r był Stefan Pałczyński, który podczas, szturmu bolszewików 17 września 1939 r. widząc ogromne ilości wroga kazał uciekać swoim żołnierzom, a sam z jednym podwładnym stanął do beznadziejnej walki i zginął ostatni. Jego zwłoki przypadkowo wykopał w 2011 r. mieszkaniec okolicznej wsi Pan Wiktor. Plutonowy Stefan Pałczyński został pochowany z należnymi mu honorami właśnie w miasteczku Głębokie dopiero w 2011 roku. Pan Wiktor stara się dbać o pozostałości po strażnicy w Kamiennym Wozie. Potem pojechaliśmy do miejsca, gdzie pochowano kilka tysięcy Polaków w okolicy wsi Nikołajewo. W zbiorowym, do tej pory nieprzebadanym grobie leżą ofiary tortur więzienia w Berezweczu i ofiary drogi śmierci więźniów, których prowadzono do Witebska. W tym miejscu ksiądz Krzysztof odprawił mszę św. – wszyscy byliśmy poruszeni miejscem i znakomitym kazaniem ks. Krzysztofa. Późnym popołudniem dotarliśmy do miasteczka powstałego w 1965 r. Nowego Łukomela (obok jest największa elektrownia dostarczająca 70% energii dla Białorusi). Tam ks. Aleksander (parafia liczy tylko 70 katolików) udostępnił nam podłogę do spania i zorganizował znakomitą kolację.

4.05.2015 r.

– to dzień, w którym odwiedziliśmy Lenino. Duże muzeum, w którym zgromadzono pamiątki po bitwie. Złożyliśmy kwiaty na zadbanym cmentarzu, gdzie wypisano wszystkie nazwiska poległych w bitwie i zmarłych w wyniku ran (zginęło tam 508 Polaków i przeszło 1700 Rosjan). Po drodze do Bobrujska odwiedziliśmy duże miasto Mohylew, gdzie na cmentarzu jest kwatera grobów lotników z 1920 roku, a na okazałych, chociaż zaniedbanych pomnikach, nazwiska polskich mieszkańców. Późnym popołudniem przyjechaliśmy do Bobrujska, miasta ok 200 tys mieszkańców. Tam również nocowaliśmy w domach rodzin katolickich. Nietypowe jest wejście do kościoła katolickiego w Bobrujsku. Chcąc ukryć obecność kościoła rozebrano wieżę i przybudowano od frontu budynek, gdzie mieszczą się biura miejscowych urzędników. Tak więc, do kościoła wchodzi się przez korytarz urzędu, gdzie urzędnicy palą papierosy a mieszkańcy spieszą się aby załatwić swoje sprawy. Jak wszędzie odczuliśmy i tutaj wielką gościnność mieszkańców Bobrujska.

5.05.2015r.

– po wyjeździe z Bobrujska przez kilkadziesiąt kilometrów nie mieliśmy obstawy milicji. Podczas postoju humory dopisywały, a dziewczyny i Sławek tańczyli na środku pustej drogi. Z uwagi na fakt skrócenia nam wiz o cztery dni postanowiliśmy wracać do polski przez Ukrainę, do której nie potrzeba mieć wizy. Około 13.00 wjechaliśmy na granicę białorusko-ukraińską. Tutaj spędziliśmy 11 godzin i było sporo emocji ( wszystko zawarte jest w oświadczeniu na stronie www.wschod-zachod.org.pl dlatego tutaj tego nie opisuję) . W rezultacie nie otrzymaliśmy prawa wjazdu na Ukrainę i wróciliśmy na granice białoruską, skąd w nocy (było bardzo zimno i byliśmy zmęczeni) pod eskortą milicji przejechaliśmy do miasta Mozyrz o godz. 2.15 w nocy, gdzie w dobrym hotelu spędziliśmy noc.

6.05.2015r.

– ponieważ pozwolono nam przejechać przez Białoruś tylko tranzytem z jednym noclegiem w ciągu dwóch dni, przejechaliśmy, częściowo w deszczu, do Pińska. Tam, korzystając z gościnności Rektora Seminarium dla przyszłych księży katolickich pochodzenia białoruskiego spędziliśmy ostatnią noc na Białorusi.

7.05.2015r.

– około 12.00 wyjechaliśmy z Pińska kierując się do granicy polsko-białoruskiej. Odprawa przebiegła sprawnie i po południu przyjechaliśmy do Kodenia 16 km od Terespola, gdzie wieczorem Komandor Rajdu Piotr Waliś i Prezes Stowarzyszenia WSCHÓD-ZACHÓD, oraz jednocześnie główny organizator Rafał Lusina, zakończyli Rajd im Witolda Pileckiego.
W tym miejscu chcę zaznaczyć, że Białoruś to piękny, czysty kraj, gdzie każdy niemal zakątek ma ślady polskie, bardzo dobre główne drogi, po których jeździ niewiele samochodów, ronda jak boiska piłkarskie. Wioski to drewniane, najczęściej puste domy ( przed tymi jeszcze zamieszkałymi siedzą na ławeczkach starzy, smutni ludzie). Każda wioska ma, pomalowane płoty na kolory charakterystyczne tylko dla siebie (najpopularniejsze kolory to żółty, niebieski i zielony), również domy maluje się w tych kolorach. Podczas naszej podróży przekraczaliśmy trzykrotnie rzekę Berezyna (znana z czasów Napoleona) i malowniczy Dniepr. Było pięknie!!!!

 

Iwona Michałek – uczestniczka Rajdu

« 1 z 4 »